13.05.: Pomyślne wieści z obozu LKS'u Sieraków Śląski! W niedzielę zarówno seniorzy jak i juniorzy wygrali swoje mecze potwierdzając coraz lepszą formę. Dwaj zawodnicy kadry juniorów byli obserwowani przez wysłanników Polonii Bytom!
Kiedy przed południem swoje spotkanie rozpoczynała młodzież, chyba nikt nie przypuszczał, że rozmiary zwycięstwa nad Huraganem Jezioro będą tak wielkie. Pomińmy tutaj fakt, że do Sierakowa przyjechało zaledwie dziesięciu graczy z Jeziora, bo nawet grając w przewadze można przegrać mecz (to taka drobna złośliwość pod adresem seniorów).
Astronomiczna wygrana 16:0 świadczy o tym, że w ekipa juniorów czuje się coraz lepiej w swojej kategorii wiekowej. Przypomnijmy, że w sezonie 2009/10 władze LKS'u Sieraków podjęły decyzję o przekwalifikowaniu sekcji trampkarzy na sekcję juniorską. Systematyczne postępy cieszą i to nie tylko w odniesieniu do niedzielnego meczu. Bardzo ważna była umiejętność przetrzymania trudnego początku w meczach ze starszymi rywalami. Trzeba docenić tu starania kolejnych trenerów, którzy robili co mogli, by młodzi zawodnicy nie zniechęcili się porażkami. Dziś wszystko wygląda inaczej - piłkarze dojrzewają zarówno mentalnie jak i fizycznie. Nie boją się ostrych starć a w ich grze widać większą pewność. Trzeba liczyć się z tym, że niebawem w życiu codziennym naszych zawodników przyjdzie czas na trudne decyzje - szkoła czy piłka? Wakacyjny wyjazd za granicę czy treningi? Póki co - jest dobrze i juniorom należą się brawa.
Jest jeszcze jedna kwestia - po skończonym meczu, po wyjściu z szatni kilku zawodników z Jeziora załapało za... papierosy. Wyglądało to paskudnie i miło jest wiedzieć, że takich zachowań nie ma w naszej kadrze... przynajmniej na terenie obiektu sportowego przy Alei Parkowej, choć mamy nadzieję, że poza nim również...
Mecz z Huraganem wnikliwie obserwował wysłannik Polonii Bytom, który analizował grę przede wszystkim Kamila Wiechoczka i Patryka Piecki. Obaj zawodnicy spisali się bardzo dobrze strzelając łącznie aż 9 goli! W nadchodzącym tygodniu Wiechoczek i Piecka wezmą udział w testach dla młodych talentów w Zabrzu i Bytomiu. Jakkolwiek zakończy się dla nich ta przygoda - przyniesie im ona same korzyści. Jeśli nasi zawodnicy przypadną do gustu fachowcom, mogą rozwijać się w profesjonalnym otoczeniu. Jeśli obleją... będą wiedzieć nad czym pracować aby grać lepiej - nie mają więc nic do stracenia. Większym problemem są koszty jakie ponieśliby rodzice piłkarzy w przypadku podjęcia współpracy - dojazd, internat, wyżywienie. Niestety - nie da się uciec przed zderzeniem marzeń z szarą rzeczywistością ale nie można też wszystkiego przekreślać z góry. Póki co - poczekajmy.
.
LKS SIERAKÓW ŚLĄSKI - HURAGAN JEZIORO 16:0 (8:0)
Bramki dla LKS'u: Kamil Wiechoczek (6), Rafał Połomski (4), Piotr Janczura, Patryk Piecka (3), Paweł Miozga (2).
Widzów: 20, Sędziował: Witold Fiszer (WS Lubliniec).
Sieraków: Loose - Kaczmarek, Wiechoczek M. (k), Pietrucha, Piecka - Wiechoczek K., Francik, Miozga, Janczura - Gnacy, Połomski. Rezerwa: Wodarczyk, Chyra, Krawczyk / Jezioro: Drynda - Gruca, Galle, Klimas, Wach (k) - Parkitny, Szymanek, Wilk, Fijałkowski - Pluta.
Zespół seniorów nie przegrał od czterech spotkań i wyraźnie ustabilizował formę na sześć kolejek przed końcem sezonu. Za tydzień jednak podopieczni Adama Jelonka pojadą do Babienicy, by zmierzyć się z liderem rozgrywek. Już dziś wiadomo, że LKS zagra z Orłem bez swego najlepszego strzelca - Przemysława Sadziaka. Wyprawa na boisko rozpędzonej Babienicy (komplety punktów w czterech ostatnich meczach) będzie trudna i mamy nadzieję, że pobudzi ona Sierakowian do maksymalnej koncentracji. Niestety - odpowiedniego skupienia zabrakło w pierwszych minutach niedzielnego spotkania z LKS'em Droniowice. Już sama rozgrzewka naszych piłkarzy przypominała festyn a prawdziwą "wisienką na torcie" było zachowanie jednego z zawodników, który trafił piłką do bramki i jeździł na klatce piersiowej po zielonej murawie. Tymczasem w Sierakowie zameldował się zespół, który w obronie przed spadkiem do B-klasy potrafił wygrać w Ciasnej i urwać dwa punkty rezerwom Sparty Lubliniec. Tutaj żartów nie było...
Wszystko oczywiście podsumowało boisko - już po ośmiu minutach LKS mógł prowadzić 3:0 lecz z dogodnych pozycji nie trafiali: Wojciech Droździok, wspomniany Sadziak i Damian Kisielewski. W 13 minucie goście... wyszli za to na prowadzenie po nieco przypadkowym lecz w rezultacie ładnym strzale Przemysława Mizery, który przelobował zaskoczonego Krystiana Kierata. Trudno powiedzieć o czym myślał trener Jelonek kiedy usiadł bezradnie obok swoich rezerwowych. Wyraz twarzy mówił jednak wszystko...
Otrzeźwienie w szeregach LKS'u spowodowało, że nasi zawodnicy wrzucili wyższy bieg a akcje wydawały się być bardziej uporządkowane niż w pierwszym kwadransie. Gra przesunęła się w okolice pola karnego Droniowic a do akcji ofensywnych włączał się kapitan Sierakowa - Damian Kisielewski wychodząc z linii obronnej w głąb pola. Pomocników LKS'u wspierał też Sadziak, który wycofywał się ze szpicy, by wspomagać rozgrywanie piłki. Błędem Sierakowian było jednak minimalne wykorzystanie możliwości Marcina Wiechoczka. Przebojowy prawy pomocnik wykazywał wielką ochotę do gry lecz akcje sunęły raczej lewą stroną gdzie występował Droździok. Otrzymał on szansę występu na lewej flance a Damian Kaczmarzyk przesunięty został do środka. Wspólne rozgrywanie piłki z Mateuszem Kotalą nie wychodziło mu najlepiej. Adam Jelonek cierpliwie czekał na rozwój sytuacji i nie podejmował gwałtownych ruchów w taktyce LKS'u. Mogło to wprowadzić jeszcze większe zamieszanie. Goście kilka razy wydostali się spod naporu LKS'u i starali się wyprowadzać kontry. Nieźle radził sobie Dawid Jeziorski, który szarżował na prawej stronie jednak czuwał nad nim Krystian Lesch asekurowany przez Adama Olczyka, środkowego obrońcę, który poza jednym błędem w drugiej połowie zagrał bardzo dobrze stając się ostoją sierakowskiej defensywy. Olczyk doskonale czuł się przede wszystkim w powietrzu gdzie wygrywał główkowe pojedynki z rywalami.
Bezproduktywna gra LKS'u, zakłócana długimi, niecelnymi podaniami, trwała do 21 minuty kiedy to indywidualne umiejętności zadecydowały o bramce na 1:1. Na dynamiczny rajd prawą stroną zdecydował się Przemysław Sadziak, który ograł dwóch rywali i strzelił płasko na bramkę gości. Piłka odbiła się od słupka trafiając wprost pod nogi nadbiegającego Michała Mirka, a ten nie miał najmniejszych kłopotów z pokonaniem Łukasza Klamy. Gol dla miejscowych uspokoił kibiców, którzy wcześniej zdążyli kilka razy... zagwizdać w stronę swoich ulubieńców.
Wyrównanie sprawiło, że Sieraków złapał swój rytm i chciał szybko podwyższyć rezultat lecz pierwszy ku temu sygnał dopiero w 30 minucie dał Kotala wespół z Sadziakiem. Dwójkowa akcja zakończyła się jednak niecelnym strzałem. W ostatnich piętnastu minutach pierwszej odsłony wreszcie rozkręcił się Wiechoczek, który na pełnym biegu dopadał prostopadle zagrane piłki. Popularny "Wiecho" przeszywał obronę Droniowic lecz i on nie był w stanie wyprowadzić LKS'u na prowadzenie. W 36 minucie mógł zrobić to Sadziak lecz po płaskim dograniu Wiechoczka przestrzelił z bliskiej odległości. Minutę później w polu karnym przyjezdnych znalazł się Kaczmarzyk, który starał się minąć Klamę w drodze do bramki. Goalkiper faulował pomocnika LKS'u w chwili gdy wychodził on na wolną pozycję i arbiter główny - Jarosław Gazda bez wahania podyktował rzut karny dla gospodarzy. Dodatkowo Klama ujrzał czerwony kartonik i musiał opuścić plac gry. Przy okazji jesteśmy świadkami niesamowitej sytuacji - otóż w rundzie wiosennej był to bodaj piąty mecz, którym Sieraków grał z przewagą minimum jednego zawodnika po czerwonej kartce dla rywala! W miejsce Klamy pomiędzy słupkami stanął jeden z zawodników występujących w polu. Egzekutor "wapna" - Przemysław Sadziak pewnie wykorzystał swoją szansę i w 37 minucie Sieraków objął prowadzenie, którego nie oddał już do gwizdka na przerwę.
Niemal pewnym było, że po zmianie stron LKS nie da sobie wydrzeć zwycięstwa a jednocześnie zawodnicy z Sierakowa będą chcieli w krótkim czasie poprawić rezultat. Adam Jelonek dokonał też ważnej zmiany - W miejsce Wojciecha Droździoka na boisku zameldował się Mateusz Marzec. Przeszedł on do środkowej strefy boiska a na lewe skrzydło oddelegowano Damiana Kaczmarzyka, który wrócił tym samym na swoją stałą pozycję. Nim jednak rozpoczęła się druga odsłona - przez kilka minut trwało odsuwanie kibiców obu zespołów od ławek dla rezerwowych. Wreszcie ktoś zajął się tym problemem, bo czasem trudno jest patrzeć gdy na ławce obok trenera np. beztrosko obściskuje się zakochana para nastolatków a zawodnik rezerwowy leży na trawie, bo nie ma gdzie usiąść. Piłkarska A-klasa ma swoje niepisane "uroki" ale jakieś normy muszą obowiązywać! Kilkuminutowe opóźnienie i tak wzięło w łeb, bo w końcowych minutach meczu całe towarzystwo ponownie się wymieszało i nikt na to nie zwracał uwagi.
A co działo się na boisku? Już w 51 minucie Jarosław Gazda dyktuje drugą jedenastkę dla gospodarzy. Tym razem faulowany w polu karnym był Wiechoczek a Sadziak po raz drugi pokonuje bramkarza Droniowic. Szybki gol na 3:1 podciął skrzydła gościom ale też sprawił, że Sieraków nie kwapił się do szaleńczych akcji. Gospodarze mądrze operowali piłką szanując czas i zmuszając "podmęczonego" rywala do biegania. Spośród nielicznych strzałów na uwagę zasługiwał jedynie ten z 58 minuty w wykonaniu Kotali. Pomocnik LKS'u kropnął mocno na bramką otrzymując w zamian brawa od kibiców LKS'u. Kolejną okazję zmarnował w 67 minucie aktywny Sadziak, który po precyzyjnym dograniu Mirka popisał się ładną przewrotką lecz futbolówka poszybowała na wysokość 2-3 piętra.
Po dość jednostajnej grze w wykonaniu obu zespołów nowe życie na murawę wniósł Michał Koziarski - jeden z największych fenomenów ostatnich jeśli chodzi o LKS Sieraków. Facet większość czasu spędza za granicą lecz gdy tylko może wspiera swój ukochany klub. Mało tego - bez regularnych treningów nie schodzi poniżej pewnego poziomu i zawsze wrzuca swoje trzy grosze w poczynania drużyny. Dziś jednak Koziarski przeszedł samego siebie! W 72 minucie zmienił Mirka i po pięciu minutach obecności na boisku... ślicznym, płaskim strzałem w długi róg podwyższył stan meczu na 4:1! "Koziar" pobudził swój zespół do walki lecz pogodną atmosferę popsuł sędzia. W 77 minucie, w obrębie pola karnego gości, Koziarski wyskoczył w górę i wpadł na plecy jednego z obrońców Droniowic. Wszyscy złapali się za głowy w chwili gdy Jarosław Gazda odgwizdał... rzut karny dla LKS'u! Prawdopodobnie sam Koziarski dał sędziemu do zrozumienia, że nieomal nie złamał kręgosłupa rywalowi, zatem... Gazda zmienił zdanie i oznajmił, że faulującym był jednak zawodnik z Sierakowa! Fair Play jak cholera! Nawet sam arbiter zaśmiał się pod nosem gdy opadły już emocje. Jakby tego było mało - niemal w tym samym czasie jeden z zawodników LKS'u, zamiast skupić się na wydarzeniach sportowych, dobre trzy razy przypominał kierownikowi drużyny, by ten koniecznie... odnotował mu asystę przy jednej z bramek! To już był festyn pełną gębą! Jak tu nie kochać A-klasy...
Kiedy wydawało się, że w potyczce z Droniowicami nic już się nie zmieni, piłka jeszcze dwukrotnie zatrzepotała w obydwu bramkach. Zaczęło się od pięknego strzału Kaczmarzyka w 83 minucie. Piłka przeleciała jednak metr nad poprzeczką. Więcej szczęścia miał Koziarski, który w 86 minucie po raz drugi z 25 metrów pokonał bramkarza gości i świętował swój niezwykły wyczyn przy aplauzie publiczności! Na otarcie łez, w 90 minucie, Droniowice strzelają drugiego gola po rzucie rożnym. Zziębnięty Kierat, który w drugiej połowie był właściwie bezrobotny, nie sięgnął dośrodkowanej piłki a ta spadła wprost na nogę kapitana Droniowic - Wojciecha Krawczyka. Najlepszy pod względem technicznym na boisku zawodnik ustalił wynik meczu.
Efektowny rezultat idzie w świat i umacnia LKS w czołówce tabeli lecz gra naszego zespołu w niektórych momentach pozostawiała wiele do życzenia, nie wspominając o tym, że Sieraków znów grał w przewadze liczebnej. Kondycja zespołu - jak zwykle wzorowa, gra zespołowa - niczego sobie, skuteczność (wreszcie) świetna. Zalecamy jedynie herbatkę z podwójną lecytyną aby wzmocnić koncentrację, bo bez niej w Babienicy może być krucho...
.
LKS SIERAKÓW ŚLĄSKI - LKS DRONIOWICE 5:2 (2:1)
Bramki: 0:1 Mizera ('13) - 1:1 Mirek ('21) - 2:1 Sadziak ('37, karny) - 3:1 ('51, karny) - 4:1 Koziarski ('77) - 5:1 Koziarski ('86) - 5:2 Krawczyk ('90+1).
Widzów: 150.
Sędziował Jarosław Gazda, asystenci: Dominik Zakaszewski oraz Marek Sobieraj (WS Lubliniec).
Sieraków: Kierat - Nowak, Olczyk, Kisielewski (k), Lesch - Kotala, Droździok, (Marzec '46) Wiechoczek (Sochacki '60), Kaczmarzyk - Mirek (Koziarski '72), Sadziak (Rejak '79).
Droniowice: Klama - Imiołczyk, Krawczyk (k), Grabowski, Sledziona - Mizera M., (Szud '53), Feliks (Drapacz '75), Mizera P., Jeziorski - Janta, Nowak (Giemsa '71).
Żółte kartki: Kotala, Sadziak (Sieraków) - Janta, Krawczyk (Droniowice)
Czerwona kartka: Klama (Droniowice)
Pozostałe wyniki 20 kolejki, terminarz oraz tabela: TUTAJ.