- Błąd
Horror z happy endem!
W niedzielę (2.10.) w meczu o mistrzostwo piłkarskiej A-klasy LKS Sieraków wygrał z Orłem Babienica/Psary 1:0. Mimo wygranej piłkarze z Sierakowa mogą mówić o wielkim szczęściu. Osłabieni brakiem pięciu podstawowych zawodników cudem uniknęli remisu... a może nawet porażki. Na tym polega okrucieństwo i zarazem piękno futbolu.
W składzie Sierakowian zabrakło: Przemysława Sadziaka (najwięcej strzelonych goli spośród wszystkich zawodników LKS'u w bieżących rozgrywkach), Grzegorza Knopika (trzy trafienia w ostatnim meczu w Droniowicach), Mateusza Kotali (głównego rozgrywającego) oraz Michała Mirka (pożytecznego napastnika ściągniętego w tym sezonie z KS Panki) - to tak jakby uruchomić samochód bez paliwa! Orzeł Babienica zajmował przed tym spotkaniem trzecią pozycję w ligowej tabeli i w obliczu ubytków kadrowych gospodarzy wskazywany był na faworyta niedzielnej potyczki.
Zanim rozległ się pierwszy gwizdek, licznie zgromadzeni kibice LKS'u byli świadkami historycznej zapowiedzi spikera, którego głos po raz pierwszy popłynął z głośników zamontowanych niedawno przy hali sportowej! W rolę zapowiadającego wcielił się sam prezes klubu - Norbert Strzoda. Zważywszy na zawód wykonywany przez pana Norberta (m.in. zawiadowca na stacji PKP Sieraków) kibice byli spokojni o profesjonalną prezentację obu drużyn. Z dozą humoru drżeli jednak o to aby prezes nie pomylił czasem meczu piłkarskiego z informacją o odjeżdżających pociągach... lecz wszystko było w porządku. W przerwie meczu atmosferę umilała muzyka - jednym słowem... fajnie!
Pierwsze minuty spotkania to lekka dominacja Sierakowian próbujących, bez kompleksu wobec rywala, konstruować pomysłowe i szybkie akcje. Aktywny był szczególnie Damian Kaczmarzyk, który kilkoma rajdami lewym skrzydłem siał spustoszenie wśród graczy Orła. Ładna gra podopiecznych Adama Jelonka nie przynosiła jednak okazji podbramkowych. Pierwszy w tym meczu groźny strzał na bramkę oddali dla odmiany goście. Karol Potempa w 14 minucie gry popisał się ładnym uderzeniem zza pola karnego jednak piłka minęła lewy słupek bramki miejscowych. Obrońca Orła wykorzystał lukę pomiędzy pomocnikami i obrońcami LKS'u, jak się okazało - najpoważniejszy błąd doskwierający gospodarzom przez większość spotkania. Strzał Potempy był impulsem dla zawodników z Babienicy. Zaczęli oni stosować agresywny pressing na piłkarzach LKS'u niwelując początkową inicjatywę gospodarzy. Oglądaliśmy wówczas wyrównany i twardy fragment potyczki. Jednak w 27 minucie meczu doszło do niezwykłej sytuacji, w której LKS wyszedł na prowadzenie. Piłka wpada do siatki bezpośrednio po rzucie rożnym egzekwowanym przez pomocnika miejscowych, Marcina Wiechoczka. Zaskoczeni byli nie tylko piłkarze obu zespołów ale też kibice, którzy dopiero po kilku sekundach rozpoczęli prawdziwe świętowanie przepięknej bramki.
Po trafieniu Wiechoczka LKS "oddał grę" podrażnionym piłkarzom Orła doprowadzając do furii trenera Jelonka. Trudno dziwić się szkoleniowcowi naszego zespołu, bo konsekwentnie grający goście napierali coraz bardziej. Efektem były trzy bardzo groźne strzały na bramkę LKS'u. Najpierw, w 34 minucie przewrotką popisał się Bartosz Klabis (pewnie obronił Krystian Kierat), następnie trafienia Krzysztofa Glafika i Kamila Klyty z 37 i 41 minuty minęły bramkę LKS'u. Zbyt duża swoboda pozostawiona przyjezdnym podziałała na nich mobilizująco lecz mimo ich wyraźnej przewagi Sieraków dotrwał do gwizdka oznajmiającego zakończenie pierwszej części spotkania. Co działo się w szatniach obu zespołów podczas przerwy... niech pozostanie to naszą tajemnicą. Podsłuchiwaliśmy jednych i drugich - masakra!
Po zmianie stron piłkarze z Sierakowa Śląskiego zmienili styl gry próbując przetrzymywać piłkę, oszczędzać siły i wybijać z rytmu rozpędzonych zawodników Orła. Ci, widząc, że LKS zamierza spokojnie kontrolować przebieg meczu, ponownie atakowali gospodarzy na granicy przepisów. W ferworze walki piłką oberwał nawet arbiter liniowy - Dominik Zakaszewski lecz obeszło się bez interwencji lekarzy. W miarę upływu czasu w poczynania zawodników obu ekip wkradała się coraz większa nerwowość. Goście "gonili remis", wiedząc, że zasługują minimum na jeden punkt - gospodarze byli świadomi, że utrata gola spowodowałaby jeszcze większy brak pewności siebie. Tak mogło być w 63 minucie kiedy po błędzie Wiechoczka i strzale Glafika piłkę nogami broni Kierat. Dwie minuty później w poprzeczkę trafia Dawid Cyl ogrywając wcześniej trzech zawodników LKS'u. Wątłą odpowiedzią był jedynie strzał głową Mateusza Marca lecz bramkarz gości Dawid Klyta bez problemu opanował futbolówkę. LKS przetrwał nawałnicę Orła i dość nieoczekiwanie złapał drugi oddech. Gra przeniosła się w środkową strefę boiska a w defensywie gospodarzy znakomitą partię rozgrywał duet stoperów - Damian Kisielewski i Adam Olczyk. Ubytki kadrowe w szeregach miejscowych dały jednak znać o sobie w samej końcówce, kiedy nie mający nic do stracenia gracze Babienicy, bombardowali pole karne LKS'u desperackimi atakami. Wyczerpane formacje obronne nie mogły liczyć na wsparcie przednich linii Sierakowa. Mimo wszelkich wysiłków i zachęty trenera Jelonka napastnicy nie kwapili się do pressingu, który mógłby choć na chwilę odciążyć sierakowskie tyły. Następstwem biernej postawy napastników było zdjęcie z boiska Dawida Rejaka, który zaledwie po przerwie sam zmieniał Michała Koziarskiego. Dość dużym wsparciem okazało się wejście na boisko Wojciecha Droździoka. Charakterystycznie poruszający się napastnik gospodarzy kilkakrotnie namieszał wśród obrońców Orła przetrzymując piłkę z dala od bramki LKS'u. Wzbudziło to owacje kibiców darzących popularnego "Eto" wyjątkową sympatią. Po dramatycznej wymianie ciosów piłkarzy obu drużyn arbiter główny tego meczu - Artur Gawin zagwizdał po raz ostatni wywołując szał radości wśród Sierakowskich kibiców. A tak przy okazji - dawno nie widzieliśmy w Sierakowie tak dobrze pracującego sędziego. Pewny siebie, obiektywny a jednocześnie dbający o płynny przebieg spotkania. Oby pan Artur nie zbłądził...
Duża łaskawość losu i sportowe szczęście sprawiły, że trzy punkty pozostały w Sierakowie Śląskim. Mając na uwadze fakt, że LKS Sieraków często gubił punkty w pechowych okolicznościach... można po cichutku szepnąć - niech wiedzą co to znaczy wygrać szczęśliwie a wynik niech pójdzie w świat! Z drugiej strony... był to piąty z kolei mecz LKS'u, w którym zgarnął on komplet punktów, zatem o czymś to świadczy, tym bardziej, że Sieraków zagrał dziś w dużym osłabieniu. Świadczy to o dużym potencjale naszej drużyny. Rozgoryczeni piłkarze z Babienicy, mimo dobrej gry, wracają do domu z wielkim uczuciem niedosytu lecz w tym sezonie z pewnością pogrożą paluszkiem niejednemu rywalowi. To był piękny mecz z happy endem dla całego Sierakowa. Co tam Liga Mistrzów, co tam pięknę stadiony - my mamy się czym pasjonować w poczciwej A-klasie!
LKS SIERAKÓW ŚLĄSKI - ORZEŁ BABIENICA/PSARY 1:0
Bramka: Marcin Wiechoczek '24
Żółte kartki: Kaczmarzyk '50 - Przystalski '20, Glafik '73.
Sedziowie: Artur Gawin (główny), Dominik Zakaszewski, Krzysztof Olczyk (WS Lubliniec).
Widzów: 150.
LKS Sieraków Śląski: Kierat - Nowak, Kisielewski (k), Olczyk, Lesch K. - Wiechoczek Marcin (90+1. Francik), Kaczmarzyk, Sochacki, Koziarski (46. Rejak, 84. Droździok) - Lesch A.(78. Michał Wiechoczek), Marzec. Trener: Adam Jelonek. Orzeł Babienica/Psary: Klyta D. - Przystalski, Klyta K., Potempa, Mońka (19. Klabis P.) - Matyl, Klabis B. (76. Więcławik), Gatys (78. Tuliński), Glafik - Cyl, Mierzawa. Trener: Ryszard Klabis.
POZOSTAŁE WYNIKI ORAZ AKTUALNĄ TABELĘ LIGOWĄ ZNAJDZIECIE TUTAJ.
PREZES ORAZ CZŁONKOWIE ZARZĄDU KLUBU SPORTOWEGO LKS SIERAKÓW
SKŁADAJĄ PODZIĘKOWANIA FIRMIE MODUS-SOUND Z SIERAKOWA
ZA ZAINSTALOWANIE NAGŁOŚNIENIA SŁUŻĄCEGO DO OPRAWY MECZÓW!


































































Komentarze
Napastnikom życzę więcej ruchu na połówce rywala a całej drużynie dalszych zwycięstw.
Pozdrawiam
Kanał RSS z komentarzami do tego postu.